W upale myśli parują

Przez ostatnie dwa (trzy?) tygodnie zastanawiałam się nad tym, dlaczego hymny państwowe są tak potwornie nudne i podobne do siebie. Olimpiada pozwoliła mi usłyszeć ich wiele a jeden był gorszy od drugiego. Kiedy w kolejnej dyscyplinie wygrał Jamajczyk, pomyślałam sobie: o! wreszcie coś się zadzieje. Wreszcie naprawdę się będzie można ucieszyć z medalu. Ale jak to? Hymnem Jamajki nie jest "No woman, no cry"? Co więcej utwór nie ma nic a nic wspólnego z reggae?? Skandal…

Paradoksalnie w najbardziej radosnych momentach kraju za każdym razem rozbrzmiewał kulminacyjny marsz żałobny… Dlaczego tak jest? - pytam. Dlaczego hymn narodowy musi być naznaczony głębokim smutkiem? Może więc powinny być 2 hymny - jeden przeznaczony do puszczania w momentach ważnych historycznie, wzniosłych ku pamięci poległych, zranionych, poświęconych itd.; drugi na okazje sportowe, w których rządzą emocje tryskające kropelkami szczęścia! I tu wyobraźnia przeskakuje do roku 2016 do Rio, gdzie po ciężkiej walce na najwyższym podium staje Polak, wieszają mu kawał złota na szyi, wzruszeni oglądamy naszego bohatera, który odwraca się twarzą do masztów, biało-czerwona flaga wznosi się jako pierwsza do góry, on kładzie rękę na sercu i cały świat słyszy jak zaczyna śpiewać: Koko Koko Olimpiada Spoko…

W upale myśli parują...

Tuż po wygranej Amerykanek reprezentowanych przez cztery długonogie kozice przeleciała mi przez głowę myśl, że czarnoskórzy ludzie z jakiegoś powodu są najszybszymi ludźmi na świecie. Może to za sprawą genów i budowy ciała, która charakteryzuje się "wysokim zawieszeniem", a co za tym idzie długiiimi nogami. Zamieściłam więc na fb zdjęcie opatrzone opisem: "Ciekawe kiedy Polskę w sztafecie będą reprezentowały 4 Murzynki…" I tak oto po raz kolejny przekonałam się, że słowo pisane ma wiele interpretacji, nie zawsze zgodnych z tym, co autor miał na myśli. Posypała się lawina komentarzy, z których jasno wynikało jedno: Jestem rasistką. Bo przecież, co ma kolor skóry do tego jak się biega? Afroamerykanie żyją w Ameryce od pokoleń i czują się prawdziwymi Amerykanami! A już użycie słowa "Murzyn" - jak mogłam?? A ja powtórzę za profesorem Jerzym Bralczykiem: Jak idę ulicą i widzę Murzyna, to widzę Murzyna a nie Afroamerykanina i nie ma w tym określeniu nic pejoratywnego. I dzięki Bogu, że ktoś mądry wypowiedział się w tej kwestii ratując przy okazji naszego ukochanego z dzieciństwa Murzynka Bambo. Może gdyby dziś jako dorosły MURZYN Bambo pobiegł w barwach biało-czerwonych zdobylibyśmy kilka medali w lekkoatletyce. Amen.
Trwa ładowanie komentarzy...