Wakacje w Narnii

Pojechać do Sandomierza, a wylądować w Narnii? To trudna sztuka, ale do zrobienia. Wystarczy nie być wcześniej w Sandomierzu i trafić tam, gdy miasto spowija mgła.



Czasami okoliczności przyrody, zwłaszcza odkrywające jej magiczno-tajemniczą stronę, potrafią nastroić zmysły w zaskakujący sposób. Człowiek nagle nabiera przekonania, że skoro nie jest w miejscu, w którym miał być - może wszystko. I niewiele jest w stanie wytrącić go wówczas z tej świeżo zaczerpniętej równowagi.

Wieczór rozwinął skrzydła. Teoria ekonomiczności osiąganej po długim nieprzyjmowaniu wysokoprocentowych napojów okazała się błędna. Trutka wchodziła gładko i zręcznie, a umysł z minuty na minutę coraz bardziej poluźniał supły codzienności. Błyskotliwość w skali od 1 do 10 uzyskała niespodziewany wynik + 20, endorfiny wyszczerzyły zęby. Co więcej, podobne zjawisko zaobserwowałam u moich kompanów. Żart sytuacyjny lansował się na całego. Zacierając swoje małe rączki zwinnie splatał niewidzialne połączenia między naszymi głowami. A do tego ta róża! Pachniała jak szalona! Bojąc się, że to tylko złudzenie, wsadzałam w nią nos z częstotliwością co 10 sekund, za każdym razem będąc pod wrażeniem, że ten dawno niedoświadczany przez moje nozdrza przywilej nadal trwa.

Nagle czerwona lampka zapaliła się gdzieś daleko na horyzoncie mojego mózgu. Z tunelu na ułamek sekundy buchnął parą pociąg zwany jutrem. "Oj, będzie ciężko" - przemknęło mi przez myśl. I wtedy, jak z nieba, spadły na stół ogórki. Prawdziwe, kiszone, prosto z beczki. (No dobra, widziałam jak wyjmowano je z torebki plastikowej, ale smak zaprzeczył temu wspomnieniu chwilę później). Odetchnęłam z ulgą. Czerwona lampka natychmiast się popsuła, a pociąg włączył wsteczny.

Z tej historii nie płynie żaden zaskakujący morał. Ultra-szybkie wakacje w Narnii były dowodem na to, że człowiek najlepiej się bawi wtedy, kiedy zupełnie się zabawy nie spodziewa. A jeśli są ogórki można też liczyć na to, że następny dzień nie będzie dniem straconym ;)
Trwa ładowanie komentarzy...